Temat Fumiyo jak najbardziej aktualny, dziś boleśnie bardziej niż ostatnio - dlatego publikuję ostatnią część opowiadania. Przedostatnia część tu.
A ja? Pozostaję z problemem nierozwiązanym. Co dalej? Nie wiem.
Nowy eyeliner i najmodniejsze botki
plus upięte włosy. Clue programu były smoky eyes! Rzut oka w lustro
– było dobrze. Z brakiem ćwiartki nic raczej nie zrobi. Czuła
się nadal przybita, ale parę kobiecych akcesoriów chwilowo
poprawiło samopoczucie. Co więcej, przyjaciele nie odpuszczali –
pomogli wysprzątać nowe mieszkanie i co rusz ktoś oferował swoją
pomoc. Za nic nie miała ochoty na wieczorne wyjścia, grille, czy
rowerowe wypady, ale siłą niemalże wyciągali ją z domu. Tak było
i tym razem.
Przechadzała się po wieczornym deptaku, było
nadal ciepło. Chyba połowa miasta wyległa z domów! Z ogródków
piwnych dochodziły śmiechy, ożywiony gwar, a także błysk
ćwiartek, połówek i torcików. Do tego światła stylizowanych na
dawne latarni. I iluminacja budynków. Wszystko zdawało się
połyskiwać, drgać, pulsować. Zdecydowali się pójść do lokalu
okrężną drogą. A ona w oczach miała cały czas migoczące
ćwiartki, ćwiartki, ćwiartki...
Kroiła szczypiorek i robiła w głowie
podsumowanie. Sałatka zaraz będzie gotowa i to nie byle jaka
sałatka! Sąsiad z dołu, młody chłopak, miał małego
szczeniaczka, który podbiegał do ludzi i bez oporów dawał się
głaskać. Została poproszona o zilustrowanie tomiku wierszy jakiejś
debiutantki – wynagrodzenie było symboliczne, ale dla niej samej
było to ogromną satysfakcją. No i praca – nie odnosiła w niej
jakichś spektakularnych sukcesów, ale sumiennie wykonywała swoje
obowiązki i miała poczucie, że jest ważną częścią zespołu.
Układanka może nie idealna, ale o wiele lepsza, niż się ludziom
zdarza. Brakującym puzzlem, który wszystko burzył, była owa
utrapiona ćwiartka. Całkiem niepostrzeżenie stała się tematem
przewodnim jej życia. Nie była odosobniona ze swoim problemem –
wiele ludzi borykało się z ubytkami w twarzach i dawało radę. A
ona, nie wiedzieć czemu, nie mogła przejść do porządku dziennego
nad wiecznym tematem „trzy czwarte”.
***
Nikt tak naprawdę nie zdawał
sobie sprawy z tego, przez co przeszła, liczyła się więc z
krytyką. Ale nie, nie żałowała. Cały czas nosiła
przeciwsłoneczne okulary i owijała twarz bandażami – nie miało
to już jednak trwać długo. Gdzieś, w odległości parędziesięciu
kilometrów, zostały... cóż tu mówić... trzy pozostałe
ćwiartki... Tym sposobem na zawsze straciła część swojej
tożsamości. Miała też świadomość, że nie zazna szczęścia, o
którym marzyła – musiała jednak z niego zrezygnować na rzecz
spokoju. Spokoju, którego jeszcze nie odczuwała, ale miała
nadzieję, że to wkrótce nastąpi.
Koniec.
