To mój ostatni wiersz. Ostatni w sensie najnowszy. Wersja saute - mogłabym próbować ulepszać, ale i po co.
Kto zgadnie co było inspiracją, ten ma 100 punktów :)
***
wejdź do gaju mandarynkowego
w połowie drogi między szyją a karkiem
rosną krzaki różane i lilie
stąpaj uważnie wargami
między krzakami jaśminu
rozgarniaj kiście czarnej porzeczki
łapczywie
utulmy się w miętowym hamaku
nakryjmy się kapryfolium
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 kwietnia 2013
niedziela, 17 lutego 2013
[śpię półśpię]
Czy przyjdzie czas na radosne, ekstatyczne wiersze? Jeśli nawet tak, to jeszcze nie teraz. Dziura w sercu daje znać o sobie, ale choroba nawet bardziej. Tylko troszkę inaczej niż wtedy, gdy pisałam ten wiersz.
Grunt to... realizować cele, robić swoje? Nawet, gdy wszystko się wali?
Żeby nie było, mnie naprawdę cieszą maleńkie codzienne radości. Ptaki już śpiewają. Jazda samochodem brrrrum! Śpiew śpiew śpiew! Tylko czasem to nie wystarczy.
***
natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręŚPIĘ natręPÓŁŚPIĘtręNIE ŚPIĘręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa naJESZCZE TROCHĘtwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręcCIEPŁO DYWANU POD BOSĄ STOPĄęctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctZNAK KRZYŻAa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctPSTRYK MUZYKAnatręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwa natręSZYBKOatręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwCZAPKA SZALIKatręctwa natręAUTOBUStręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwTELEFON OFERTA FAKTURAnatręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa nI JESZCZE I JESZCZEnatręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwa natręctwa natrA POTEMatręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręcBIEGEM PRZEZ MIASTOctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa nDO LUDZI DO SPRAWa natręctwa
natręctwa nJUŻ PÓŹNOnatręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręcNIE ŚPIĘ PÓŁŚPIĘtręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwa natręctwa natręctŚPIĘatręctwa natręctwa natręctwa
natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa natręctwa
poniedziałek, 11 lutego 2013
[niech mnie ktoś poskleja]
To nie jest dobry wiersz. Ale kiedyś czułam się właśnie tak i dziś, niestety, też.
F-42 znowu nadaje.
***
niech mnie ktoś poskleja
poukłada
uwolni
ubezwłasnowolni
zamknie w białej sali
gdzie wstrzykują spokój
przywiąże do mamy (dorosła kobieto!)
(gdyby tak istniała puenta)
środa, 6 lutego 2013
[pusto]
To teraz yyyy... neofuturystycznie?
Wiersze graficzne?
I naprawdę bazuje na tym, co przeżyłam.
***
p
u
st
o
niedziela, 13 stycznia 2013
[wiesz już jak ostre są]
A oto kolejne wierszydło o tym, że miłość łatwa nie jest, oj nie.
***
wiesz już jak ostre są moje paznokcie i wątpliwości
codzienny pocałunek w czoło nie wyrwie trzpienia lęku
spod koronek wystaje bezwstydna nadzieja
czas na mnie mówisz
i z trudem przełykasz kochanie
jednak nie
wtorek, 25 grudnia 2012
Koc
Nie przepadam za świętami. Wielokrotnie zresztą czułam się źle właśnie w święta, czy to Bożego Narodzenia, czy też wielkanocne. Terapeutka miała na ten temat pewną teorię...
I to właśnie w święta parę lat temu... policzmy... tak! to będzie już cztery lata temu! Miałam dość poważny atak mojej "ulubionej" choroby i od tamtej pory wróciłam do leków, tym razem silniejszych - biorę do tej pory. Chaps chaps, chrup chrup!
Pamiętam, że wtedy właśnie jakąkolwiek ulgę przyniosło mi napisanie poniższego wiersza. Pod tytułowym kocem siedzę zresztą i teraz, czuję się znacznie lepiej. Mam trochę problemów z tamtych czasów, a wiele zupełnie innych. Ale jest chyba jednak znaczny progres, nie zaliczam już aż takich odwałów.
delikatna
ciepła rudość
mroźne igiełki na moim brzuchu
błyszczące paseczki
jak strugi lęku na moim karku
ślizgam się po nich
jego sierść przy skroni i policzku
nie da ukojenia
sobota, 22 grudnia 2012
[demontuję zamki]
To wierszydło zostało napisane właściwie jako modlitwa, ale może być o otwieraniu się na jakąkolwiek inną miłość, przyjaźń, dobro.
No, to skoro dokonałam już interpretacji, to zapodaję poemat :D
***
demontuję zamki
wyciszam alarmy
usuwam blokady
zdejmuję simlocka
wyłączam firewalla
podaję Ci hasło
chodź
sobota, 8 grudnia 2012
[usta znają na pamięć]
Temat nie daje mi spokoju. Przez ostatnie dni. Przez całe życie w sumie.
Każdy to zna, niestety.
***
usta znają na pamięć
kształt Twoich brwi
masz pieprzyk na łopatce
i bliznę na łydce
za paznokciami masz lęk
i cóż ukrywać tchórzostwo
proszę wplącz mi palce we włosy
w skroniach pulsuje
wiara nieustraszona w ideały
byłam tam wiem
w zagłębieniu łokcia
ukryłeś resztki o dziwo niewinności
pod żebrami
zatracenie złość zdrada
płuca wygłodniałe
pachniesz samotnością
i trochę zwycięstwem
patrzysz widzę to wszystko
a ona pieści Twoje powieki
Każdy to zna, niestety.
***
usta znają na pamięć
kształt Twoich brwi
masz pieprzyk na łopatce
i bliznę na łydce
za paznokciami masz lęk
i cóż ukrywać tchórzostwo
proszę wplącz mi palce we włosy
w skroniach pulsuje
wiara nieustraszona w ideały
byłam tam wiem
w zagłębieniu łokcia
ukryłeś resztki o dziwo niewinności
pod żebrami
zatracenie złość zdrada
płuca wygłodniałe
pachniesz samotnością
i trochę zwycięstwem
patrzysz widzę to wszystko
a ona pieści Twoje powieki
niedziela, 2 grudnia 2012
[wieczorem]
No to niech będzie jeszcze jedno stare wierszydło przed hardcorowym tygodniem:
***
wieczorem
nasączam wacik
zmywam pogardę
wymagania wieszam na oparciu krzesła
składam perfekcjonizm
w kosteczkę
starannie wietrzę nienawiść
okrywam się niedoskonałością
gaszę krytykę
wybiegam z domu
by kochać
piątek, 30 listopada 2012
Ballada mleczna
Bezpośrednią inspiracją do tego wiersza były moje własne rysunki z dzieciństwa! Do jego napisania zachęcił mnie L. - miała być bajka, wyszło trochę inaczej. Ale najpierw rysunek:
Ballada mleczna
KRULEWICZ jest z czasów mleka
jajek na miękko, bawarek.
Śmieje się szczerze, naiwnie
I bez żadnego ale.
Ma liczko różowe i gładkie,
Bo ŚNIEŻKA przez zet lustrzane
Nie wie, że kiedyś zapragnie
Zarostu poczuć łechtanie.
To, że bez dłoni KRULEWICZ
Umyka uwadze ŚNIEŻKI.
Kiedyś on zechce palcami
W jej plecach pieścić dołeczki.
Jest wreszcie i MACOHA.
Gdy cały świat jest uśpiony
Uważnie zerka w zwierciadło
To z prawej, to z lewej strony.
I to MACOHA wie dobrze:
Gdy ona swe rzuci spojrzenie
KRULEWICZ w różowe paseczki
MACOHĘ obejmie ramieniem.
sobota, 24 listopada 2012
[sprawdzają, czy moje gardło]
To dziś znów o chorobie.
***
sprawdzają, czy moje gardło jest jak żółtko jajka
moim sercem grają w dziada
kradną płaszcz i wypędzają na minus pięć
dziesięć szeptów przy lewym uchu
siedem przy prawym
krzyk na mojej skórze
stukot dziobów na głowie
policzki mokre gorące
środa, 21 listopada 2012
[31 Paź 2010]
Chyba nie muszę pisać, kiedy powstał ten wiersz? :)
***
31 Paź 2010
Brak zdarzeń
1 Lis 2010
Brak zdarzeń
2 Lis 2010
Brak zdarzeń
3 Lis 2010
Brak zdarzeń
4 Lis 2010
Brak zdarzeń
5 Lis 2010
Brak zdarzeń
6 Lis 2010
Brak zdarzeń
7 Lis 2010
Brak zdarzeń
Wstecz
Wstecz
Stan gotowości
niedziela, 18 listopada 2012
[wypowiedzieć Twoje imię]
To niech będzie - w końcu jakiś wiersz, ten, no, ocierający się o to ważne słowo "miłość".
***
wypowiedzieć Twoje imię milion razy
nie udawać, że nie istniałeś
wytulić Twoje rany
scałować gorycz
wejść, gdzie zawsze byłeś zbyt sam
czwartek, 15 listopada 2012
[nadzieja w tekturowym pudełku]
No cóż, bo ja choruję. I czasem jedynie pisanie pomagało w trudnych momentach. Nerwica natręctw, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, OCD, jak zwał, tak zwał. Bywało naprawdę ciężko.
Pomysł wiersza wydaje mi się nadal do zaakceptowania, ale wiele innych elementów bym pozmieniała - odnosi się to zresztą do wielu wcześniejszych tekstów. Mam jednak przeświadczenie, że nie godzi się ulepszać starych tekstów. Oto on w wersji saute, voila:
***
nadzieja w tekturowym pudełku
3 listki
razy
10 powlekanych krążków
podmiot odpowiedzialny: tylko ja, niestety
skład
substancje czynne:
skondensowane "tak"
neutralizator myśli
zęby uchylone w uśmiechu
substancje pomocnicze:
sito do codzienności
zapach frezji i jabłek
łaskotanie gardła
wskazania:
urojony krzyk
słone naręcza łez
droga bez zakrętów
upadek myśli
dawkowanie:
tylko jedna dziennie
choć połknęłabym wszystkie
żeby było lepiej JUŻ
działania niepożądane:
nie mówi dlaczego i co lepsze
czasem, ot tak, się obrazi
i przestanie działać
poniedziałek, 12 listopada 2012
[kładę się]
No to pierwsze wierszoklectwo dziś. Na razie nieśmiało, ostrożnie, raczej zachowawczo.
***
kładę się
wplatam źdźbła we włosy
odurzająca śmierć trawy
koi nozdrza
ziemia otula kark
odurzająca
koi skronie
ciche promienie
muskają policzki
śmierć trawy
drażni skórę
odurza nieobecność
Subskrybuj:
Posty (Atom)

