To mój ostatni wiersz. Ostatni w sensie najnowszy. Wersja saute - mogłabym próbować ulepszać, ale i po co.
Kto zgadnie co było inspiracją, ten ma 100 punktów :)
***
wejdź do gaju mandarynkowego
w połowie drogi między szyją a karkiem
rosną krzaki różane i lilie
stąpaj uważnie wargami
między krzakami jaśminu
rozgarniaj kiście czarnej porzeczki
łapczywie
utulmy się w miętowym hamaku
nakryjmy się kapryfolium
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 kwietnia 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
Fumiyo II cz.7
Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie. Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie.
Tak miało być. Tymczasem powoli wyprztykuję się z wierszy.
NO PRZECIEŻ NIE BĘDĘ PISAĆ WIERSZY SPECJALNIE PO TO, ŻEBY MIEĆ CO OPUBLIKOWAĆ!!!!
Ale ale... wczoraj coś spłodziłam. Ale tylko część wypocin jako-tako wytrzymuje próbę czasu. Toteż wiersz musi przejść okres karencji, a potem, być może, ujrzy światło dzienne.
Tymczasem jednak Fumiyo, część przedostatnia. Krótka, a potem koniec.
I w ogóle zgubiłam klucz imbusowy, czwórkę.
A poprzednie Fumiyo o tu. Znaczy się, w sumie, poniżej.
Koniec użalania się, z ćwiartką czy
bez, samotnie czy z kimś, trzeba jakoś żyć. Dolegliwości ze
strony organizmu trzeba będzie przetrzymać, ostatnio zaczęła
zażywać leki, które do pewnego stopnia pomagały. A zresztą,
zajęta była teraz przeprowadzką, a nie swoją ćwiartką. Krzysiek
musiał pilnie wyjechać, w ostatniej więc chwili zadzwonił, że
nie przyjedzie do niej, aby znieść rzeczy i zanieść do nowego
mieszkania. Gorączkowo przeglądała komórkę, aby sprawdzić, czy
zdoła znaleźć kogoś innego ze sprawnym samochodem. Iza również
nie mogła pomóc, poleciła natomiast zaprzyjaźnioną firmę
transportową. Po godzinie byli pod blokiem i ładowali rzeczy. Gdy
jechali przez miasto, przez jeden moment wszystko nagle zaczęło
dziać się w zwolnionym tempie...
Wiedziała, że to się kiedyś zdarzy,
ale absolutnie nie była na to przygotowana. Najbardziej
znienawidzona dziewczyna na świecie stała, oparta o mur, a on –
ON! - stał bardzo, bardzo blisko niej i delikatnie gładził ją po
idealnie owalnej twarzy. Zamigotał mu na twarzy czuły uśmiech,
który tak lubiła...
Ależ skąd! Nie było żadnego muru,
choć dziewczyna twarz miała rzeczywiście pięknie owalną. Poza
tym wyglądała na zmęczoną, choć szła tym bezczelnym krokiem
księżniczki. Oni tylko szli razem na zakupy, choć we wspólnych
codziennych zakupach jest coś niemal intymnego. Niczym
zahipnotyzowana patrzyła, jak oddalali się, trzymając się za
ręce.
Nie było dane jej położyć się na
łóżku i płakać, płakać, płakać. Ukrywała przed kierowcą
napływające do oczu łzy, a potem jak w transie wnosiła rzeczy do
nowego mieszkania. Serce waliło, czuła napływające fale gorąca.
I hektolitry łez, którym jeszcze nie mogła dać ujścia. W końcu
zapłaciła, usiadła i zaczęła szlochać. Zanosiła się od
płaczu, chciało jej się wyć. Trwało to dobre paręnaście, może
parędziesiąt minut. Świetna inauguracja. Najgorsze było to, że
on się o tym nie dowie. A gdyby nawet, już by go to nie obeszło.
Ta przeprowadzka nie miała sensu. Nie
miała sensu, jeśli on nigdy nie usiądzie na jej kanapie. Nie
spojrzy jak urządziła kuchnię, nie ucałuje w czoło i nie powie
„jesteś wspaniała”. Nie pojedzie z nią, żeby wybrać
odpowiednie firanki. Po co jej w ogóle firanki?
cdn.
niedziela, 24 lutego 2013
Fumiyo II cz.6
Powoli kończy się już Fumiyo! Razem wyjdzie osiem części. Zapraszam do czytania, poprzednia część tutaj.
Nie była tu od co najmniej pół roku.
Gdy już naprawdę musiała tędy przechodzić, szła szybko i ze
spuszczoną głową. Wpatrywała się w witraż wystawiony w witrynie
pracowni. Tylko jedna, jedyna osoba na świecie mogła być jego
autorem.
– Wchodzi pani?
– N...nie.
Dość szybkim krokiem zaczęła iść
w kierunku rynku, miała tam załatwić parę spraw. W pośpiechu i z
roztargnieniem wypłaciła pieniądze z bankomatu, szczęście że
zapomniała wydruku a nie gotówki. Kupiła szampon i parę innych
rzeczy... i coś w niej pękło. Prawie biegła w kierunku pracowni,
zwalniając jednak w miarę zbliżania się do niej. Serce waliło
jak oszalałe. Starając się pozostać niezauważoną, ostrożnie
spojrzała przez szybę. Dostrzegła tęgiego właściciela pracowni,
ale nikogo poza nim.
Ale coś już się wydarzyło.
Wiedziała, że przejdzie obok jego ulubionej pizzerii, klubu
bilardowego, w którym kiedyś bywał. Wiedziała, też że przetnie
jego drogę do banku. I nawet nie udawała – tak, po prostu bardzo
chciała go zobaczyć.
Po tym wszystkim przyśnił jej się
sen, który śnił jej się właściwie od zawsze. Zaglądała do
skrzynki na listy, a tam – cała masa kolorowych kopert, małych
prezentów, widokówek, a wszystko to dla niej. Niedowierzanie,
zaskoczenie, radość, wzruszenie… i niezmiennie przebudzenie. Tym
razem list był polecony, zaadresowany dobrze znanym pismem. Odesłał
jej niby-dziecięcy rysunek, który kiedyś mu dała i malutką
karteczkę z pieczątką jej poprzedniej firmy. Nie miało to
większego sensu, lecz sny takie właśnie bywają. Nie odesłał jej
natomiast paru innych istotnych drobiazgów i – co przykre – nie
załączył ani słowa od siebie. Był to jednak (w końcu!) jakiś
kontakt z jego strony, na pewno dawał pretekst, ba! nawet niemal
domagał się od niej kontaktu, odpowiedzi. Jego numeru generalnie
nie miała, choć mogła go gdzieś odnaleźć. Co jednak powiedzieć?
Zadzwoniła do Maćka – najbliższego kuzyna – i Wioli –
przyjaciółki. Maciek stanowczo odradzał wszelki kontakt, Wiola
raczej słuchała opowieści. Dalej standardowe zakończenie – wake
up, end of story.
c.d.n.
czwartek, 31 stycznia 2013
Fumiyo II cz.5
Cięęęęężkie i pracowite tygodnie. W sobotę pewnie jakieś party - nie liczę na dobrą zabawę, ale warto spróbować... Poniżej pierwsze Fumiyo w tym roku, poprzednia część tutaj.
"Pierwszy w kraju producent
wysokiej jakości połówek, ćwiartek, torcików, wypełniaczy,
małych i średnich kształtek i nie tylko! Dopasowujemy do kształtu
twarzy, koloru skóry, a nawet osobowości noszącego. Pierwszym stu
Klientom zapewniamy możliwość zwrotu towaru przez 30 dni bez
podawania przyczyny." Bez chwili namysłu chwyciła za telefon.
Cała we łzach, cisnęła ćwiartkę
o podłogę i niepewnie spojrzała w lustro. Czerwony, zapuchnięty,
zasmarkany potwór bez części twarzy. Zmyła makijaż i spięła
włosy. Delikatnie dotknęła miejsca, gdzie powinna być utracona
ćwiartka. Może nie ma sensu udawać, że ona tam jest. Może już
nigdy jej tam nie będzie. Trudno. Problemy z oddychaniem były jakby
mniejsze, właściwie mogła prowadzić niemal normalne życie. Nie
dalej jak wczoraj Lena przegoniła ją po całej galerii handlowej i
co? Zero skutków ubocznych!
Tylko że nie było dobrze, po prostu
nie było.
Nie był może specjalnie przystojny,
ale miał ujmujący uśmiech. I świetnie im się gadało. W dodatku
twarz jego kumpla także miała pewne ubytki.
– Po tym wszystkim zrozumiałem, że
nie mogę wiecznie pracować na czyjś rachunek. Jeszcze tego samego
dnia zabrałem się do zakładania własnej firmy.
– Ja też noszę się czasem z tym
zamiarem. Ale nadal mam obawy.
– Dlaczego? Na pewno dałabyś radę
przyjrzał się jej i ostrożnie acz bardzo zwyczajnie i
przyjacielsko zapytał – Jak to się stało?
Natychmiast zesztywniała.
– Nie stało się. Zawsze tak wyglądałam – wycedziła zimno.
– Nie stało się. Zawsze tak wyglądałam – wycedziła zimno.
– To przecież niemożliwe. Mój
przyjaciel na przykład...
– Mam to od urodzenia – przerwała
mu.
– Powiesz mi jakie dokumenty są potrzebne?
Ból głowy stawał się coraz silniejszy.
– Powiesz mi jakie dokumenty są potrzebne?
Ból głowy stawał się coraz silniejszy.
niedziela, 13 stycznia 2013
[wiesz już jak ostre są]
A oto kolejne wierszydło o tym, że miłość łatwa nie jest, oj nie.
***
wiesz już jak ostre są moje paznokcie i wątpliwości
codzienny pocałunek w czoło nie wyrwie trzpienia lęku
spod koronek wystaje bezwstydna nadzieja
czas na mnie mówisz
i z trudem przełykasz kochanie
jednak nie
sobota, 5 stycznia 2013
[mówiłam]
Pierwszy noworoczny zanot - jakoś tak nie będzie o szczęśliwej miłości, ale to raczej nic nowego ;)
***
mówiłam
co z oczu to i z serca
nieprawda
sobota, 22 grudnia 2012
[demontuję zamki]
To wierszydło zostało napisane właściwie jako modlitwa, ale może być o otwieraniu się na jakąkolwiek inną miłość, przyjaźń, dobro.
No, to skoro dokonałam już interpretacji, to zapodaję poemat :D
***
demontuję zamki
wyciszam alarmy
usuwam blokady
zdejmuję simlocka
wyłączam firewalla
podaję Ci hasło
chodź
sobota, 8 grudnia 2012
[usta znają na pamięć]
Temat nie daje mi spokoju. Przez ostatnie dni. Przez całe życie w sumie.
Każdy to zna, niestety.
***
usta znają na pamięć
kształt Twoich brwi
masz pieprzyk na łopatce
i bliznę na łydce
za paznokciami masz lęk
i cóż ukrywać tchórzostwo
proszę wplącz mi palce we włosy
w skroniach pulsuje
wiara nieustraszona w ideały
byłam tam wiem
w zagłębieniu łokcia
ukryłeś resztki o dziwo niewinności
pod żebrami
zatracenie złość zdrada
płuca wygłodniałe
pachniesz samotnością
i trochę zwycięstwem
patrzysz widzę to wszystko
a ona pieści Twoje powieki
Każdy to zna, niestety.
***
usta znają na pamięć
kształt Twoich brwi
masz pieprzyk na łopatce
i bliznę na łydce
za paznokciami masz lęk
i cóż ukrywać tchórzostwo
proszę wplącz mi palce we włosy
w skroniach pulsuje
wiara nieustraszona w ideały
byłam tam wiem
w zagłębieniu łokcia
ukryłeś resztki o dziwo niewinności
pod żebrami
zatracenie złość zdrada
płuca wygłodniałe
pachniesz samotnością
i trochę zwycięstwem
patrzysz widzę to wszystko
a ona pieści Twoje powieki
środa, 5 grudnia 2012
[szoruję nadgarstki]
No to krótki zanot na zimowy wieczór:
***
szoruję nadgarstki
niech zapomną o Tobie
***
szoruję nadgarstki
niech zapomną o Tobie
niedziela, 2 grudnia 2012
[wieczorem]
No to niech będzie jeszcze jedno stare wierszydło przed hardcorowym tygodniem:
***
wieczorem
nasączam wacik
zmywam pogardę
wymagania wieszam na oparciu krzesła
składam perfekcjonizm
w kosteczkę
starannie wietrzę nienawiść
okrywam się niedoskonałością
gaszę krytykę
wybiegam z domu
by kochać
piątek, 30 listopada 2012
Ballada mleczna
Bezpośrednią inspiracją do tego wiersza były moje własne rysunki z dzieciństwa! Do jego napisania zachęcił mnie L. - miała być bajka, wyszło trochę inaczej. Ale najpierw rysunek:
Ballada mleczna
KRULEWICZ jest z czasów mleka
jajek na miękko, bawarek.
Śmieje się szczerze, naiwnie
I bez żadnego ale.
Ma liczko różowe i gładkie,
Bo ŚNIEŻKA przez zet lustrzane
Nie wie, że kiedyś zapragnie
Zarostu poczuć łechtanie.
To, że bez dłoni KRULEWICZ
Umyka uwadze ŚNIEŻKI.
Kiedyś on zechce palcami
W jej plecach pieścić dołeczki.
Jest wreszcie i MACOHA.
Gdy cały świat jest uśpiony
Uważnie zerka w zwierciadło
To z prawej, to z lewej strony.
I to MACOHA wie dobrze:
Gdy ona swe rzuci spojrzenie
KRULEWICZ w różowe paseczki
MACOHĘ obejmie ramieniem.
środa, 28 listopada 2012
[pozwól mi się ułożyć]
A dziś nowa forma: zanotki. Zbyt krótkie, by być wierszami; zbyt (khy khy) poetyckie, by zapisywać je jako zwyczajne zdania. Ot, takie iskierki.
***
pozwól mi się ułożyć
na Twoim policzku
***
pozwól mi się ułożyć
na Twoim policzku
niedziela, 18 listopada 2012
[wypowiedzieć Twoje imię]
To niech będzie - w końcu jakiś wiersz, ten, no, ocierający się o to ważne słowo "miłość".
***
wypowiedzieć Twoje imię milion razy
nie udawać, że nie istniałeś
wytulić Twoje rany
scałować gorycz
wejść, gdzie zawsze byłeś zbyt sam
Subskrybuj:
Posty (Atom)
