Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fumiyo II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fumiyo II. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Fumiyo II cz. 8 - koniec


Temat Fumiyo jak najbardziej aktualny, dziś boleśnie bardziej niż ostatnio - dlatego publikuję ostatnią część opowiadania. Przedostatnia część tu. 
A ja? Pozostaję z problemem nierozwiązanym. Co dalej? Nie wiem.


Nowy eyeliner i najmodniejsze botki plus upięte włosy. Clue programu były smoky eyes! Rzut oka w lustro – było dobrze. Z brakiem ćwiartki nic raczej nie zrobi. Czuła się nadal przybita, ale parę kobiecych akcesoriów chwilowo poprawiło samopoczucie. Co więcej, przyjaciele nie odpuszczali – pomogli wysprzątać nowe mieszkanie i co rusz ktoś oferował swoją pomoc. Za nic nie miała ochoty na wieczorne wyjścia, grille, czy rowerowe wypady, ale siłą niemalże wyciągali ją z domu. Tak było i tym razem.

Przechadzała się po wieczornym deptaku, było nadal ciepło. Chyba połowa miasta wyległa z domów! Z ogródków piwnych dochodziły śmiechy, ożywiony gwar, a także błysk ćwiartek, połówek i torcików. Do tego światła stylizowanych na dawne latarni. I iluminacja budynków. Wszystko zdawało się połyskiwać, drgać, pulsować. Zdecydowali się pójść do lokalu okrężną drogą. A ona w oczach miała cały czas migoczące ćwiartki, ćwiartki, ćwiartki...


Kroiła szczypiorek i robiła w głowie podsumowanie. Sałatka zaraz będzie gotowa i to nie byle jaka sałatka! Sąsiad z dołu, młody chłopak, miał małego szczeniaczka, który podbiegał do ludzi i bez oporów dawał się głaskać. Została poproszona o zilustrowanie tomiku wierszy jakiejś debiutantki – wynagrodzenie było symboliczne, ale dla niej samej było to ogromną satysfakcją. No i praca – nie odnosiła w niej jakichś spektakularnych sukcesów, ale sumiennie wykonywała swoje obowiązki i miała poczucie, że jest ważną częścią zespołu. Układanka może nie idealna, ale o wiele lepsza, niż się ludziom zdarza. Brakującym puzzlem, który wszystko burzył, była owa utrapiona ćwiartka. Całkiem niepostrzeżenie stała się tematem przewodnim jej życia. Nie była odosobniona ze swoim problemem – wiele ludzi borykało się z ubytkami w twarzach i dawało radę. A ona, nie wiedzieć czemu, nie mogła przejść do porządku dziennego nad wiecznym tematem „trzy czwarte”.

***

Nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, przez co przeszła, liczyła się więc z krytyką. Ale nie, nie żałowała. Cały czas nosiła przeciwsłoneczne okulary i owijała twarz bandażami – nie miało to już jednak trwać długo. Gdzieś, w odległości parędziesięciu kilometrów, zostały... cóż tu mówić... trzy pozostałe ćwiartki... Tym sposobem na zawsze straciła część swojej tożsamości. Miała też świadomość, że nie zazna szczęścia, o którym marzyła – musiała jednak z niego zrezygnować na rzecz spokoju. Spokoju, którego jeszcze nie odczuwała, ale miała nadzieję, że to wkrótce nastąpi.

Koniec.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Fumiyo II cz.7

Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie. Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie.
Tak miało być. Tymczasem powoli wyprztykuję się z wierszy.
NO PRZECIEŻ NIE BĘDĘ PISAĆ WIERSZY SPECJALNIE PO TO, ŻEBY MIEĆ CO OPUBLIKOWAĆ!!!!
Ale ale... wczoraj coś spłodziłam. Ale tylko część wypocin jako-tako wytrzymuje próbę czasu. Toteż wiersz  musi przejść okres karencji, a potem, być może, ujrzy światło dzienne.
Tymczasem jednak Fumiyo, część przedostatnia. Krótka, a potem koniec.
I w ogóle zgubiłam klucz imbusowy, czwórkę. 
A poprzednie Fumiyo o tu. Znaczy się, w sumie, poniżej.


Koniec użalania się, z ćwiartką czy bez, samotnie czy z kimś, trzeba jakoś żyć. Dolegliwości ze strony organizmu trzeba będzie przetrzymać, ostatnio zaczęła zażywać leki, które do pewnego stopnia pomagały. A zresztą, zajęta była teraz przeprowadzką, a nie swoją ćwiartką. Krzysiek musiał pilnie wyjechać, w ostatniej więc chwili zadzwonił, że nie przyjedzie do niej, aby znieść rzeczy i zanieść do nowego mieszkania. Gorączkowo przeglądała komórkę, aby sprawdzić, czy zdoła znaleźć kogoś innego ze sprawnym samochodem. Iza również nie mogła pomóc, poleciła natomiast zaprzyjaźnioną firmę transportową. Po godzinie byli pod blokiem i ładowali rzeczy. Gdy jechali przez miasto, przez jeden moment wszystko nagle zaczęło dziać się w zwolnionym tempie...
Wiedziała, że to się kiedyś zdarzy, ale absolutnie nie była na to przygotowana. Najbardziej znienawidzona dziewczyna na świecie stała, oparta o mur, a on – ON! - stał bardzo, bardzo blisko niej i delikatnie gładził ją po idealnie owalnej twarzy. Zamigotał mu na twarzy czuły uśmiech, który tak lubiła...
Ależ skąd! Nie było żadnego muru, choć dziewczyna twarz miała rzeczywiście pięknie owalną. Poza tym wyglądała na zmęczoną, choć szła tym bezczelnym krokiem księżniczki. Oni tylko szli razem na zakupy, choć we wspólnych codziennych zakupach jest coś niemal intymnego. Niczym zahipnotyzowana patrzyła, jak oddalali się, trzymając się za ręce.

Nie było dane jej położyć się na łóżku i płakać, płakać, płakać. Ukrywała przed kierowcą napływające do oczu łzy, a potem jak w transie wnosiła rzeczy do nowego mieszkania. Serce waliło, czuła napływające fale gorąca. I hektolitry łez, którym jeszcze nie mogła dać ujścia. W końcu zapłaciła, usiadła i zaczęła szlochać. Zanosiła się od płaczu, chciało jej się wyć. Trwało to dobre paręnaście, może parędziesiąt minut. Świetna inauguracja. Najgorsze było to, że on się o tym nie dowie. A gdyby nawet, już by go to nie obeszło.
Ta przeprowadzka nie miała sensu. Nie miała sensu, jeśli on nigdy nie usiądzie na jej kanapie. Nie spojrzy jak urządziła kuchnię, nie ucałuje w czoło i nie powie „jesteś wspaniała”. Nie pojedzie z nią, żeby wybrać odpowiednie firanki. Po co jej w ogóle firanki?

cdn.

niedziela, 24 lutego 2013

Fumiyo II cz.6


Powoli kończy się już Fumiyo! Razem wyjdzie osiem części. Zapraszam do czytania, poprzednia część tutaj. 


Nie była tu od co najmniej pół roku. Gdy już naprawdę musiała tędy przechodzić, szła szybko i ze spuszczoną głową. Wpatrywała się w witraż wystawiony w witrynie pracowni. Tylko jedna, jedyna osoba na świecie mogła być jego autorem.
– Wchodzi pani?
– N...nie.
Dość szybkim krokiem zaczęła iść w kierunku rynku, miała tam załatwić parę spraw. W pośpiechu i z roztargnieniem wypłaciła pieniądze z bankomatu, szczęście że zapomniała wydruku a nie gotówki. Kupiła szampon i parę innych rzeczy... i coś w niej pękło. Prawie biegła w kierunku pracowni, zwalniając jednak w miarę zbliżania się do niej. Serce waliło jak oszalałe. Starając się pozostać niezauważoną, ostrożnie spojrzała przez szybę. Dostrzegła tęgiego właściciela pracowni, ale nikogo poza nim.
Ale coś już się wydarzyło. Wiedziała, że przejdzie obok jego ulubionej pizzerii, klubu bilardowego, w którym kiedyś bywał. Wiedziała, też że przetnie jego drogę do banku. I nawet nie udawała – tak, po prostu bardzo chciała go zobaczyć.

Po tym wszystkim przyśnił jej się sen, który śnił jej się właściwie od zawsze. Zaglądała do skrzynki na listy, a tam – cała masa kolorowych kopert, małych prezentów, widokówek, a wszystko to dla niej. Niedowierzanie, zaskoczenie, radość, wzruszenie… i niezmiennie przebudzenie. Tym razem list był polecony, zaadresowany dobrze znanym pismem. Odesłał jej niby-dziecięcy rysunek, który kiedyś mu dała i malutką karteczkę z pieczątką jej poprzedniej firmy. Nie miało to większego sensu, lecz sny takie właśnie bywają. Nie odesłał jej natomiast paru innych istotnych drobiazgów i – co przykre – nie załączył ani słowa od siebie. Był to jednak (w końcu!) jakiś kontakt z jego strony, na pewno dawał pretekst, ba! nawet niemal domagał się od niej kontaktu, odpowiedzi. Jego numeru generalnie nie miała, choć mogła go gdzieś odnaleźć. Co jednak powiedzieć? Zadzwoniła do Maćka – najbliższego kuzyna – i Wioli – przyjaciółki. Maciek stanowczo odradzał wszelki kontakt, Wiola raczej słuchała opowieści. Dalej standardowe zakończenie – wake up, end of story.

c.d.n.

czwartek, 31 stycznia 2013

Fumiyo II cz.5


Cięęęęężkie i pracowite tygodnie. W sobotę pewnie jakieś party - nie liczę na dobrą zabawę, ale warto spróbować... Poniżej pierwsze Fumiyo w tym roku, poprzednia część tutaj.

"Pierwszy w kraju producent wysokiej jakości połówek, ćwiartek, torcików, wypełniaczy, małych i średnich kształtek i nie tylko! Dopasowujemy do kształtu twarzy, koloru skóry, a nawet osobowości noszącego. Pierwszym stu Klientom zapewniamy możliwość zwrotu towaru przez 30 dni bez podawania przyczyny." Bez chwili namysłu chwyciła za telefon.

Cała we łzach, cisnęła ćwiartkę o podłogę i niepewnie spojrzała w lustro. Czerwony, zapuchnięty, zasmarkany potwór bez części twarzy. Zmyła makijaż i spięła włosy. Delikatnie dotknęła miejsca, gdzie powinna być utracona ćwiartka. Może nie ma sensu udawać, że ona tam jest. Może już nigdy jej tam nie będzie. Trudno. Problemy z oddychaniem były jakby mniejsze, właściwie mogła prowadzić niemal normalne życie. Nie dalej jak wczoraj Lena przegoniła ją po całej galerii handlowej i co? Zero skutków ubocznych!
Tylko że nie było dobrze, po prostu nie było.

Nie był może specjalnie przystojny, ale miał ujmujący uśmiech. I świetnie im się gadało. W dodatku twarz jego kumpla także miała pewne ubytki.
– Po tym wszystkim zrozumiałem, że nie mogę wiecznie pracować na czyjś rachunek. Jeszcze tego samego dnia zabrałem się do zakładania własnej firmy.
– Ja też noszę się czasem z tym zamiarem. Ale nadal mam obawy.
– Dlaczego? Na pewno dałabyś radę przyjrzał się jej i ostrożnie acz bardzo zwyczajnie i przyjacielsko zapytał 
– Jak to się stało?
Natychmiast zesztywniała.
– Nie stało się. Zawsze tak wyglądałam – wycedziła zimno.
– To przecież niemożliwe. Mój przyjaciel na przykład...
– Mam to od urodzenia – przerwała mu. 
– Powiesz mi jakie dokumenty są potrzebne?
Ból głowy stawał się coraz silniejszy.



niedziela, 30 grudnia 2012

Fumiyo II cz.4

Na koniec roku duża porcja Fumiyo II. Temat dziś znów przekolebał mi się po głowie. Zapraszam do czytania, poprzednia część tutaj.


Najpierw coś jej się śniło. Zatłoczony autobus, w którym usilnie poszukiwała faceta w czerwonej czapeczce. Gdy już udało jej się dopchać w upatrzone miejsce, okazało się, że to jej przyjaciółka jeszcze z czasów piaskownicy, Lena. Lena zaczęła jej opowiadać o jakimś egzaminie...
... i tu poczuła pieczenie. Pieczenie, ćmienie, w końcu rwanie na obrzeżach twarzy. Położyła się na drugi bok, mając nadzieję, że uda jej się ponownie zasnąć. Ból jednak zaczął promieniować w kierunku oczu i czoła. Wzdrygnęła się, gdy jej bose stopy poczuły chłód podłogi. Zapaliła światło.
– Yyssss! – jęknęła. Ból zaczął rozsadzać jej czaszkę. Zwykłe przeciwbóle nie pomogą. Udało jej się wygrzebać tabletki, które dostała kiedyś na problemy z kręgosłupem. Zanim udało jej się połknąć jedną z nich, siedziała przechylona nad ubikacją i wymiotowała.

Mała kanapka w drugim rogu sali, znajomy barman i pop-artowa reprodukcja nad wejściem budziły jej niepokój. Nie było jednak zbyt wiele czasu na oddawanie się rozmyślaniom.
– Jak się bawicie? – podszedł do nich dyrektor personalny.
– Świetnie, jak zawsze z wami – spojrzała na wejście.
Było gwarno, przy stolikach było jeszcze parę wolnych miejsc. Marta miała świetną sukienkę, koronkowa mała czarna to był zdecydowanie dobry wybór na dziś. Przy stoliku obok odbywał się najwyraźniej wieczór panieński. Czerwonawy drink, który właśnie sączyła był mocny i trochę mało słodki. Ukradkowe spojrzenie w kierunku baru. Na parkiecie Arek szalał z dziewczynami z księgowości. Nawet stażystka zapomniała o tym, że jest nowa i swobodnie gawędziła poznawanymi właśnie kolegami. I wtedy do „Ekwadoru” wszedł… a nie, jednak nikt.

Wieczór był właściwie udany.
– Będziemy się zbierać – Marcin z żoną podnieśli się z siedzeń.
– Ja też będę już iść. Jedziecie może w moją stronę?
– No jasne, chcesz się zabrać?
Już ubrana, czekała na Marcina i Ankę na schodach. Jakaś dziewczyna donośnym głosem rozmawiała ze śniadym obcokrajowcem. Śliczne, wielkie szare oczy – to przecież ona. Przyjaciółka. Jego dobra kumpela. Nie zdążyła jej dobrze poznać. Do niedawna miała nawet jej numer. Ich spojrzenia na moment się spotkały, ale tamta jej nie poznała, pogrążona w żywej wymianie zdań. Marcin i Anka nadal się grzebali. Wyszła z „Ekwadoru” i stanęła dobre parę kroków dalej. Za nic nie miała ochoty słyszeć tej rozmowy.

cdn.

wtorek, 11 grudnia 2012

Fumiyo II cz.3

Kolejna część Fumiyo II! Z pozdrowieniami dla P., który na nią czeka ;)
Ostatnio mam się średnio i pewnie nadal pisałabym to opowiadanie... gdyby nie to, że jest już skończone.
Pora przelewać frustracje na coś nowego? Albo zamiast tego zrobić pranie?
OK, ale teraz pora na Fumiyo, poprzednia część tu.


Znajomy zapach. Jej palce zanurzyły się w czymś miękkim. Zaczęła delikatnie gładzić go po włosach. Spojrzała za okno i zamyśliła się. Coraz szybciej robiło się ciemno. Gdy wracała z cotygodniowych lekcji hiszpańskiego, była już praktycznie noc. Może udałoby jej się przełożyć zajęcia. Ale czy uda jej się złapać wcześniejsze połączenie? Spojrzała na niego z czułością. Szkoda, że nie mogli chodzić na hiszpański razem. A może to nie był hiszpański, tylko portugalski? Usłyszała ostry dźwięk i zerwała się z łóżka. Jej lewy policzek był mokry, a za oknem było zupełnie jasno.

W tramwaju nie było wolnych miejsc. Obok niej stała mocno wymalowana gimnazjalistka. Do torby miała przyczepiony rząd kilkunastu miniaturowych ćwiartek! A więc taka jest teraz moda? Ktoś rozmawia przez telefon, jakiś staruszek próbuje skasować bilet. Gdzieś w oddali, za szybą, zamajaczyła znajoma czapka z daszkiem. Zrobiło jej się gorąco. I słabo. I znów te problemy z oddychaniem. Przyjrzała się dokładniej. Nie, tylko jej się wydawało. Powoli się uspokajała. Jeszcze parę przystanków i będzie na miejscu. Niech już dostarczą te chrząstki.

– Jak tam organizacja imienin wiceprezes?

– Nieźle, mam już większość składek na prezent. A gdzie idziemy?
– Nie mówiłem ci? Wiceprezes jest stałą bywalczynią "Ekwadoru", nie ma opcji na inny lokal. Chyba powinniśmy powoli robić rezerwację.
– Załatwię to – wyszeptała. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do łazienki. Otworzyła okno. Spokojnie. Wdech - wydech. Głęboko. Dasz radę. Musisz.

cdn.

niedziela, 25 listopada 2012

Fumiyo II cz.2


Kolejna część Fumiyo II. Początek gdzieśtam poniżej. Zapraszam do czytania :)

Coraz wcześniej zdarzało jej się budzić nad ranem, z trudem łapała oddech. Tym razem nie powinna być bardzo niewyspana. Wyszła z klubu dość wcześnie. Bartek odprowadził ją pod same drzwi, choć był wyraźnie zły na to, że tańczyła z facetem od ćwiartek. Nie winiła go za to, nie mógł tego rozumieć. Ale z tym porannym niedosypianiem zdecydowanie należało coś zrobić.

Za ladą stała ekspedientka w najnowszym modelu okularów.
– Czym mogę służyć?
– Potrzebny by mi był dół lewej części nosa.
– Tak – ekspedientka pokiwała głową ze zrozumieniem. – Proszę usiąść na tym krześle, przyjrzę się pani i może coś dobierzemy.
Posłusznie usiadła na wskazanym siedzeniu i zadarła głowę do góry, tak by było widać miejsce, gdzie kończył się jej nos.
– Przegroda nosowa jest niemal kompletna, brakuje jednak części małżowiny, a w szczególności chrząstki bocznej nosa. W tej chwili pani nie pomogę, ale w przyszłym tygodniu będziemy mieć nową dostawę. Nie powinno być problemu z właściwym kolorem.
– Rozumiem. Jaka byłaby cena?
Ekspedientka wymieniła jakąś sumę.
– Zdaję sobie sprawę, że jest to poważny wydatek. Ale naprawdę, lepiej raz zapłacić i mieć potem spokój. Czy chciałaby pani zostawić swój numer? Zadzwonimy gdy tylko otrzymamy właściwy model.

cdn.



niedziela, 11 listopada 2012

Fumiyo II cz.1


No i jak? Naprawdę mam zacząć publikować?
To niech będzie opowiadanie. Rzecz jasna, autoterapeutyczne.

Przyjrzała się swemu odbiciu z niejakim zadowoleniem. Przed tygodniem zaledwie kupione szpilki świetnie pasowały do obcisłych ciemnogranatowych jeansów. Różowa bluzka w stylu etno leżała świetnie. Tak, różowa, ale żaden świński czy landrynkowy róż, bez skojarzeń z tipsiarami. Brokatowe cienie i mocno wytuszowane rzęsy – jak szaleć to szaleć! I błyszczyk na połowie ust...
Nie mogła malować drugiej części ust odkąd jej nie miała. Już jakiś czas temu straciła lewą dolną część swojej twarzy - mniej więcej jedną czwartą, a może jedną trzecią jej część. To tak jakby ktoś z okrągłego tortu odkroił spory kawałek dla swoich znajomych. Zamiast tradycyjnego owalu miała trzy czwarte twarzy. Albo i dwie trzecie.
Jeszcze tylko parę błyskotek i wyglądała – trzeba to przyznać – fantastycznie. Naturalnie, był pewien problem z noszeniem kolczyków, ponieważ nie posiadała też lewego płatka usznego. Nosiła natomiast kilka drobnych wkrętek w górnej części lewego ucha. I wiszący kolczyk w prawym. Ostatnie spojrzenie w lustro.

Rozejrzała się po klubie. Miejsca przy barze były zajęte. Przy pobliskim stoliku siedział Bartek ze znajomymi. Uśmiechnął się i pomachał ręką. Podeszła.

– Jesteś sama? Usiądź, zamówię ci coś. Czekaj, przedstawię cię znajomym z pracy.
Trochę nieprzytomnie wypowiadała powitania, spoglądając zarazem na parkiet. Na samym środku ciemnowłosy chłopak tańczył z ładną, drobną dziewczyną. U jego paska pobrzękiwały... ćwiartki! Wszystkie dolne, dwie lewe i jedna prawa. 

– Myślałem ostatnio o tobie – z zamyślenia wyrwał ją głos Bartka. Przysunął się zdecydowanie zbyt blisko. 
– Chodź, zatańczymy - wyciągnęła go na parkiet.

cdn.