niedziela, 11 listopada 2012

Fumiyo II cz.1


No i jak? Naprawdę mam zacząć publikować?
To niech będzie opowiadanie. Rzecz jasna, autoterapeutyczne.

Przyjrzała się swemu odbiciu z niejakim zadowoleniem. Przed tygodniem zaledwie kupione szpilki świetnie pasowały do obcisłych ciemnogranatowych jeansów. Różowa bluzka w stylu etno leżała świetnie. Tak, różowa, ale żaden świński czy landrynkowy róż, bez skojarzeń z tipsiarami. Brokatowe cienie i mocno wytuszowane rzęsy – jak szaleć to szaleć! I błyszczyk na połowie ust...
Nie mogła malować drugiej części ust odkąd jej nie miała. Już jakiś czas temu straciła lewą dolną część swojej twarzy - mniej więcej jedną czwartą, a może jedną trzecią jej część. To tak jakby ktoś z okrągłego tortu odkroił spory kawałek dla swoich znajomych. Zamiast tradycyjnego owalu miała trzy czwarte twarzy. Albo i dwie trzecie.
Jeszcze tylko parę błyskotek i wyglądała – trzeba to przyznać – fantastycznie. Naturalnie, był pewien problem z noszeniem kolczyków, ponieważ nie posiadała też lewego płatka usznego. Nosiła natomiast kilka drobnych wkrętek w górnej części lewego ucha. I wiszący kolczyk w prawym. Ostatnie spojrzenie w lustro.

Rozejrzała się po klubie. Miejsca przy barze były zajęte. Przy pobliskim stoliku siedział Bartek ze znajomymi. Uśmiechnął się i pomachał ręką. Podeszła.

– Jesteś sama? Usiądź, zamówię ci coś. Czekaj, przedstawię cię znajomym z pracy.
Trochę nieprzytomnie wypowiadała powitania, spoglądając zarazem na parkiet. Na samym środku ciemnowłosy chłopak tańczył z ładną, drobną dziewczyną. U jego paska pobrzękiwały... ćwiartki! Wszystkie dolne, dwie lewe i jedna prawa. 

– Myślałem ostatnio o tobie – z zamyślenia wyrwał ją głos Bartka. Przysunął się zdecydowanie zbyt blisko. 
– Chodź, zatańczymy - wyciągnęła go na parkiet.

cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz