No cóż, bo ja choruję. I czasem jedynie pisanie pomagało w trudnych momentach. Nerwica natręctw, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, OCD, jak zwał, tak zwał. Bywało naprawdę ciężko.
Pomysł wiersza wydaje mi się nadal do zaakceptowania, ale wiele innych elementów bym pozmieniała - odnosi się to zresztą do wielu wcześniejszych tekstów. Mam jednak przeświadczenie, że nie godzi się ulepszać starych tekstów. Oto on w wersji saute, voila:
***
nadzieja w tekturowym pudełku
3 listki
razy
10 powlekanych krążków
podmiot odpowiedzialny: tylko ja, niestety
skład
substancje czynne:
skondensowane "tak"
neutralizator myśli
zęby uchylone w uśmiechu
substancje pomocnicze:
sito do codzienności
zapach frezji i jabłek
łaskotanie gardła
wskazania:
urojony krzyk
słone naręcza łez
droga bez zakrętów
upadek myśli
dawkowanie:
tylko jedna dziennie
choć połknęłabym wszystkie
żeby było lepiej JUŻ
działania niepożądane:
nie mówi dlaczego i co lepsze
czasem, ot tak, się obrazi
i przestanie działać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz