Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2013

Fumiyo II cz.7

Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie. Wiersz, wiersz, wiersz – opowiadanie.
Tak miało być. Tymczasem powoli wyprztykuję się z wierszy.
NO PRZECIEŻ NIE BĘDĘ PISAĆ WIERSZY SPECJALNIE PO TO, ŻEBY MIEĆ CO OPUBLIKOWAĆ!!!!
Ale ale... wczoraj coś spłodziłam. Ale tylko część wypocin jako-tako wytrzymuje próbę czasu. Toteż wiersz  musi przejść okres karencji, a potem, być może, ujrzy światło dzienne.
Tymczasem jednak Fumiyo, część przedostatnia. Krótka, a potem koniec.
I w ogóle zgubiłam klucz imbusowy, czwórkę. 
A poprzednie Fumiyo o tu. Znaczy się, w sumie, poniżej.


Koniec użalania się, z ćwiartką czy bez, samotnie czy z kimś, trzeba jakoś żyć. Dolegliwości ze strony organizmu trzeba będzie przetrzymać, ostatnio zaczęła zażywać leki, które do pewnego stopnia pomagały. A zresztą, zajęta była teraz przeprowadzką, a nie swoją ćwiartką. Krzysiek musiał pilnie wyjechać, w ostatniej więc chwili zadzwonił, że nie przyjedzie do niej, aby znieść rzeczy i zanieść do nowego mieszkania. Gorączkowo przeglądała komórkę, aby sprawdzić, czy zdoła znaleźć kogoś innego ze sprawnym samochodem. Iza również nie mogła pomóc, poleciła natomiast zaprzyjaźnioną firmę transportową. Po godzinie byli pod blokiem i ładowali rzeczy. Gdy jechali przez miasto, przez jeden moment wszystko nagle zaczęło dziać się w zwolnionym tempie...
Wiedziała, że to się kiedyś zdarzy, ale absolutnie nie była na to przygotowana. Najbardziej znienawidzona dziewczyna na świecie stała, oparta o mur, a on – ON! - stał bardzo, bardzo blisko niej i delikatnie gładził ją po idealnie owalnej twarzy. Zamigotał mu na twarzy czuły uśmiech, który tak lubiła...
Ależ skąd! Nie było żadnego muru, choć dziewczyna twarz miała rzeczywiście pięknie owalną. Poza tym wyglądała na zmęczoną, choć szła tym bezczelnym krokiem księżniczki. Oni tylko szli razem na zakupy, choć we wspólnych codziennych zakupach jest coś niemal intymnego. Niczym zahipnotyzowana patrzyła, jak oddalali się, trzymając się za ręce.

Nie było dane jej położyć się na łóżku i płakać, płakać, płakać. Ukrywała przed kierowcą napływające do oczu łzy, a potem jak w transie wnosiła rzeczy do nowego mieszkania. Serce waliło, czuła napływające fale gorąca. I hektolitry łez, którym jeszcze nie mogła dać ujścia. W końcu zapłaciła, usiadła i zaczęła szlochać. Zanosiła się od płaczu, chciało jej się wyć. Trwało to dobre paręnaście, może parędziesiąt minut. Świetna inauguracja. Najgorsze było to, że on się o tym nie dowie. A gdyby nawet, już by go to nie obeszło.
Ta przeprowadzka nie miała sensu. Nie miała sensu, jeśli on nigdy nie usiądzie na jej kanapie. Nie spojrzy jak urządziła kuchnię, nie ucałuje w czoło i nie powie „jesteś wspaniała”. Nie pojedzie z nią, żeby wybrać odpowiednie firanki. Po co jej w ogóle firanki?

cdn.

wtorek, 19 lutego 2013

Zmiany, zmiany!

Nie lubię naciapanych stron. Ale tu było jednak zdecydowanie zbyt sterylnie. Oparłam się na szablonie googla... a tu trzeba wykazać się swoją kreatywnością. Na początek pikczer flakonu - znalazłam go tutaj (pięknie atrybuuję autora, żeby nie było). Idealnie pasuje do tytułu bloga! Trochę nowych kolorów i czcionek (nie jestem przekonana, czy nie jest jednak zbyt pstrokato). Tak czy tak, żegnamy niepodzielnie panujące biele!

Poza tym... chora leżę, tym razem nie sławetne eF, tylko zwyczajna infekcja dróg oddechowych, z tą dodatkową atrakcją, że nie jestem w stanie mówić. A trzeba jutro szefowi wyjaśnić, czemu się nie stawię! Ale moje charczenie jest argumentem samym w sobie. 

niedziela, 11 listopada 2012

Na początek

Nastał ten moment. Dłuuuugo się zbierałam. Chyba pora wyrzucić z szuflady (czytaj: dysku twardego) zalegające tam wiersze i inną twórczość. Może ktoś przeczyta... a może ruch na stronie będzie zerowy i ją wykasuję?
Na razie pobawiłam się lejautem strony, wszystko pokonfigurowane jak trzeba. 
No to pierwsze koty za płoty, wkrótce coś opublikuję, pierwszy post już  jest!