niedziela, 30 grudnia 2012

Fumiyo II cz.4

Na koniec roku duża porcja Fumiyo II. Temat dziś znów przekolebał mi się po głowie. Zapraszam do czytania, poprzednia część tutaj.


Najpierw coś jej się śniło. Zatłoczony autobus, w którym usilnie poszukiwała faceta w czerwonej czapeczce. Gdy już udało jej się dopchać w upatrzone miejsce, okazało się, że to jej przyjaciółka jeszcze z czasów piaskownicy, Lena. Lena zaczęła jej opowiadać o jakimś egzaminie...
... i tu poczuła pieczenie. Pieczenie, ćmienie, w końcu rwanie na obrzeżach twarzy. Położyła się na drugi bok, mając nadzieję, że uda jej się ponownie zasnąć. Ból jednak zaczął promieniować w kierunku oczu i czoła. Wzdrygnęła się, gdy jej bose stopy poczuły chłód podłogi. Zapaliła światło.
– Yyssss! – jęknęła. Ból zaczął rozsadzać jej czaszkę. Zwykłe przeciwbóle nie pomogą. Udało jej się wygrzebać tabletki, które dostała kiedyś na problemy z kręgosłupem. Zanim udało jej się połknąć jedną z nich, siedziała przechylona nad ubikacją i wymiotowała.

Mała kanapka w drugim rogu sali, znajomy barman i pop-artowa reprodukcja nad wejściem budziły jej niepokój. Nie było jednak zbyt wiele czasu na oddawanie się rozmyślaniom.
– Jak się bawicie? – podszedł do nich dyrektor personalny.
– Świetnie, jak zawsze z wami – spojrzała na wejście.
Było gwarno, przy stolikach było jeszcze parę wolnych miejsc. Marta miała świetną sukienkę, koronkowa mała czarna to był zdecydowanie dobry wybór na dziś. Przy stoliku obok odbywał się najwyraźniej wieczór panieński. Czerwonawy drink, który właśnie sączyła był mocny i trochę mało słodki. Ukradkowe spojrzenie w kierunku baru. Na parkiecie Arek szalał z dziewczynami z księgowości. Nawet stażystka zapomniała o tym, że jest nowa i swobodnie gawędziła poznawanymi właśnie kolegami. I wtedy do „Ekwadoru” wszedł… a nie, jednak nikt.

Wieczór był właściwie udany.
– Będziemy się zbierać – Marcin z żoną podnieśli się z siedzeń.
– Ja też będę już iść. Jedziecie może w moją stronę?
– No jasne, chcesz się zabrać?
Już ubrana, czekała na Marcina i Ankę na schodach. Jakaś dziewczyna donośnym głosem rozmawiała ze śniadym obcokrajowcem. Śliczne, wielkie szare oczy – to przecież ona. Przyjaciółka. Jego dobra kumpela. Nie zdążyła jej dobrze poznać. Do niedawna miała nawet jej numer. Ich spojrzenia na moment się spotkały, ale tamta jej nie poznała, pogrążona w żywej wymianie zdań. Marcin i Anka nadal się grzebali. Wyszła z „Ekwadoru” i stanęła dobre parę kroków dalej. Za nic nie miała ochoty słyszeć tej rozmowy.

cdn.

wtorek, 25 grudnia 2012

Koc

Nie przepadam za świętami. Wielokrotnie zresztą czułam się źle właśnie w święta, czy to Bożego Narodzenia, czy też wielkanocne. Terapeutka miała na ten temat pewną teorię...
I to właśnie w święta parę lat temu... policzmy... tak! to będzie już cztery lata temu! Miałam dość poważny atak mojej "ulubionej" choroby i od tamtej pory wróciłam do leków, tym razem silniejszych - biorę do tej pory. Chaps chaps, chrup chrup!
Pamiętam, że wtedy właśnie jakąkolwiek ulgę przyniosło mi napisanie poniższego wiersza. Pod tytułowym kocem siedzę zresztą i teraz, czuję się znacznie lepiej. Mam trochę problemów z tamtych czasów, a wiele zupełnie innych. Ale jest chyba jednak znaczny progres, nie zaliczam już aż takich odwałów.


Koc


delikatna
ciepła rudość

mroźne igiełki na moim brzuchu

błyszczące paseczki
jak strugi lęku na moim karku
ślizgam się po nich

jego sierść przy skroni i policzku
nie da ukojenia


sobota, 22 grudnia 2012

[demontuję zamki]


To wierszydło zostało napisane właściwie jako modlitwa, ale może być o otwieraniu się na jakąkolwiek inną miłość, przyjaźń, dobro.
No, to skoro dokonałam już interpretacji, to zapodaję poemat :D

***

demontuję zamki
wyciszam alarmy
usuwam blokady
zdejmuję simlocka
wyłączam firewalla
podaję Ci hasło

chodź

wtorek, 11 grudnia 2012

Fumiyo II cz.3

Kolejna część Fumiyo II! Z pozdrowieniami dla P., który na nią czeka ;)
Ostatnio mam się średnio i pewnie nadal pisałabym to opowiadanie... gdyby nie to, że jest już skończone.
Pora przelewać frustracje na coś nowego? Albo zamiast tego zrobić pranie?
OK, ale teraz pora na Fumiyo, poprzednia część tu.


Znajomy zapach. Jej palce zanurzyły się w czymś miękkim. Zaczęła delikatnie gładzić go po włosach. Spojrzała za okno i zamyśliła się. Coraz szybciej robiło się ciemno. Gdy wracała z cotygodniowych lekcji hiszpańskiego, była już praktycznie noc. Może udałoby jej się przełożyć zajęcia. Ale czy uda jej się złapać wcześniejsze połączenie? Spojrzała na niego z czułością. Szkoda, że nie mogli chodzić na hiszpański razem. A może to nie był hiszpański, tylko portugalski? Usłyszała ostry dźwięk i zerwała się z łóżka. Jej lewy policzek był mokry, a za oknem było zupełnie jasno.

W tramwaju nie było wolnych miejsc. Obok niej stała mocno wymalowana gimnazjalistka. Do torby miała przyczepiony rząd kilkunastu miniaturowych ćwiartek! A więc taka jest teraz moda? Ktoś rozmawia przez telefon, jakiś staruszek próbuje skasować bilet. Gdzieś w oddali, za szybą, zamajaczyła znajoma czapka z daszkiem. Zrobiło jej się gorąco. I słabo. I znów te problemy z oddychaniem. Przyjrzała się dokładniej. Nie, tylko jej się wydawało. Powoli się uspokajała. Jeszcze parę przystanków i będzie na miejscu. Niech już dostarczą te chrząstki.

– Jak tam organizacja imienin wiceprezes?

– Nieźle, mam już większość składek na prezent. A gdzie idziemy?
– Nie mówiłem ci? Wiceprezes jest stałą bywalczynią "Ekwadoru", nie ma opcji na inny lokal. Chyba powinniśmy powoli robić rezerwację.
– Załatwię to – wyszeptała. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do łazienki. Otworzyła okno. Spokojnie. Wdech - wydech. Głęboko. Dasz radę. Musisz.

cdn.

sobota, 8 grudnia 2012

[usta znają na pamięć]

Temat nie daje mi spokoju. Przez ostatnie dni. Przez całe życie w sumie.
Każdy to zna, niestety.


***

usta znają na pamięć 
kształt Twoich brwi

masz pieprzyk na łopatce
i bliznę na łydce

za paznokciami masz lęk
i cóż ukrywać tchórzostwo
proszę wplącz mi palce we włosy

w skroniach pulsuje
wiara nieustraszona w ideały
byłam tam wiem

w zagłębieniu łokcia
ukryłeś resztki o dziwo niewinności
pod żebrami
zatracenie złość zdrada

płuca wygłodniałe

pachniesz samotnością 
i trochę zwycięstwem

patrzysz widzę to wszystko
a ona pieści Twoje powieki

środa, 5 grudnia 2012

niedziela, 2 grudnia 2012

[wieczorem]


No to niech będzie jeszcze jedno stare wierszydło przed hardcorowym tygodniem:


***

wieczorem

nasączam wacik
zmywam pogardę

wymagania wieszam na oparciu krzesła

składam perfekcjonizm
w kosteczkę

starannie wietrzę nienawiść

okrywam się niedoskonałością

gaszę krytykę

wybiegam z domu
by kochać